﻿<title_newspaper="Przekrój"> 
<title_article="Podręcznik i Pocałunek">
<author_1="Ilf">
<author_2="Pietrow">
<language="pl">
<style="press">
<year="1953">
<month="11">
<date="1953-11-08">
<period="w">
<status="1_obieg">
<support="paper">
Upłynęły akurat dwa lata od chwili, gdy położono na tej ziemi pierwszą czarno-siną szynę, wyprodukowaną w uralskich warsztatach. Od tej chwili z walcowni warsztatów bez przerwy wylatywały ogniste wstęgi szyn. Magi-strala potrzebowała ich coraz więcej. Nadomiar miasteczka, układające tor i idące ku sobie na spotkanie, postanowiły współzawodniczyć ze sobą i rozbudowywały się w takim tempie, że ciężkie czasy nastały dla wszystkich dostawców.
Podróż po Wschodniej Magistrali dostarczała Wielkiemu Kombinatorowi wiele radości. Podobali mu się pasaże-rowie wagonu, w którym jechał. Byli to młodzi, weseli dziennikarze pozbawieni przesadnego biurokratyzmu, jaki cechował jego niektórych znajomych. Do zupełnego szczęścia brakowało tylko pieniędzy. Podarowane prowianty Wielki Kombinator dawno zjadł, a w restauracyjnym wagonie żądano gotówki. Gdy nowi przyjaciele ciągnęli Ostapa na obiad z początku wymawiał się brakiem apetytu, wkrótce jednak zrozumiał, że tak dalej nie można żyć. Jakiś czas obserwował Uchudszańskiego, który od rana stał przy oknie na korytarzu, przyglądając się przebiegającym słupom telegraficznym i ptakom, siedzącym na drutach. Przy tym na ustach Uchudszańskiego igrał lekki, satyryczny uśmiech. Odrzucając głowę w tył szeptał do ptaków: "Fruwacie sobie? No, no". Ostap posunął swą ciekawość tak dalece, że zapoznał się z artykułem Uchudszańskiego: "Usprawnić pracę komisji sklepowych". Po czym jeszcze raz obrzucił spojrzeniem dziwacznego publicystę i, poczuwszy znane mu myśliwskie wzruszenie, zamknął się w przedziale.
Wyszedł stamtąd dopiero po trzech godzinach, trzymając w rękach wielki, zapisany arkusz papieru.
— Pisze pan? — spytał leniwie Uchudszański.
— Specjalnie dla pana — odpowiedział Wielki Kombinator. — Pan, jak widzę, przeżywa udrękę twórczości. Pisanie, oczywiście, nie jest rzeczą łatwą. Jako stary kolega po piórze, mogę to zaświadczyć. Wobec tego, miły pastuszku, wymyśliłem pewną rzecz, która zwalnia od konieczności męczącego wyczekiwania na przypływ natchnienia. Oto jest. Proszę spojrzeć.
</support>
</status>
</period>
</date>
</month>
</year>
</style>
</language>
</author_2>
</author_1>
</title_article>
</title_newspaper>



